niedziela, 12 lipca 2015

Co obejrzałam przez pierwsze dwa tygodnie wakacji


http://better-watch-series.blogspot.com/2015/07/co-obejrzaam-przez-pierwsze-dwa.html#more

Dwa pierwsze tygodnie wakacji minęły mi całkiem szybko. Postów na blogu nie było z przyczyn czysto technicznych, od teraz jednak nie powinny pojawiać się podobne problemy. Kiedy byłam tu ostatnim razem, wspominałam o serialowych planach na najbliższe dwa miesiące. Delikatnie odeszłam od tego, co zamierzałam, ale raczej nie żałuję. Myślę że dam radę postawić parafkę przy każdym z planowanych do obejrzenia seriali, a i trochę ich przybędzie.
 

W końcu zebrałam się za nadrobienie dwóch (to jakaś magiczna liczba w tym poście) ostatnich odcinków Better Call Saul, czyli produkcji która zainspirowała mnie do wybrania takiej, a nie innej nazwy bloga. Nie powiem, że się zachwyciłam. O większym zawodzie też nie ma co prawda mowy, ale naprawdę mogłoby być lepiej. Dostałam kilka kolejnych genialnych scen z Mikem, które mimo że nie występują w dużej ilości, podnoszą znacznie ogólną ocenę serialu. To chyba właśnie te momenty najbardziej przypominają klimatem Breaking Bad.
Co do tempa akcji, które - nie oszukujmy się - jest bardzo powolne, to należę do tej grupy, która obstawia tutaj przydługi wstęp, jak było w przypadku ww. Breaking Bad. Czego oczekuję więc po drugim sezonie? Na pewno sporego przyspieszenia, większej ilości scen z Mikem, kolejnych nawiązań do pierwowzoru i paru gościnnych występów gwiazd BB. Pojawiły się już informacje o występie Bryana Cranstona, ale wiemy też, że nie zobaczymy go jeszcze w drugiej serii.


Nie oglądam zbyt dużo brytyjskich produkcji. Jakoś zawsze tak się dzieje, że bardziej ciągnie mnie do seriali zza oceanu. Trudno mi było zabrać się za Broadchurch, ale jak już zaczęłam, to zobaczyłam całość podczas kilku parogodzinnych posiedzeń.
W porównaniu do poprzedniej wymienianej przeze mnie pozycji, tę kojarzy pewnie mniej osób, warto więc przybliżyć nieco jej fabułę. Akcja rozpoczyna się w momencie, kiedy na plaży w Broadchurch zostaje znalezione ciało chłopca. Od razu rozpoczyna się śledztwo, które powoli negatywnie wpływa na psychikę całego miasta. W roli pierwszego detektywa David Tennant (10 doktor z Doctora Who).
Obserwujemy tu cały wachlarz sposobów radzenia sobie ze śmiercią (nie)znanego dziecka. Odkrywamy rzeczy, które nie wyszłyby na jaw, gdyby nie to dramatyczne wydarzenie. Przy okazji można pobawić się w Sherlocka i odkryć sprawcę, mi się udało (ledwo, ale jednak!).
Warto wspomnieć o niezwykłym klimacie, nietypowym sposobie reżyserii, fajnej muzyce i pięknych krajobrazach. Drugi sezon jest pod tym względem zdecydowanie lepszy od pierwszego. Bardzo trafnie zrealizowany trailer możecie obejrzeć tutaj.
Ciekawostka: Broadchurch miało swoją premierę w 2013 roku. Rok później, zadebiutowało Gracepoint - amerykański remake. W roli pierwszego detektywa znowu wystąpił David Tennant (co jest raczej niespotykane w remakach), drugiego zaś zagrała Anna Gunn, czyli Skyler z Breaking Bad. Nie będę się za to brała, bo nie słyszałam ani jednej pozytywnej opinii o tym serialu, a i po zobaczeniu trailera można zauważyć, że raczej nie nie wprowadzono większych zmian w scenariuszu


Mogłam się zapierać rękami i nogami, ale w końcu i ja uległam chyba najgłośniejszej premierze tego sezonu, a mówię oczywiście o Mr. Robot. USA Network, czyli stacja takich produkcji jak Suits, NCIS czy Modern Family dała nam tym razem coś zupełnie innego. Coś, co wpisuje się w obecne realia mocniej niż inne premiery, ale przede wszystkim serial, który jest logiczny (co - wierzcie lub nie - ostatnio zdarza się całkiem rzadko).
Jeśli siadam przed ekranem i ciągiem oglądam trochę ponad dwie i pół godziny jednej produkcji (albo wytrzymuję trwający ponad godzinę pilot), to znaczy, że jest ona co najmniej dobra. Jest to na pewno najlepsza rzecz, jaką widziałam w ciągu ostatnich paru miesięcy.
Na ten moment nie chcę mówić nic więcej. Trzy odcinki to jednak wciąż trochę za mało, by szerzej rozwinąć opinię. Z recenzją poczekam na finał sezonu.


Dalsze plany? No cóż, wciąż wytrwale oglądam Pretty Little Liars i nie mam zamiaru przestawać, bo to moja największa guilty pleasure ever i nie da się przestać oglądać serial po ponad 5 sezonach.
Ponadto zabieram się za finał Orphan Black od jakiegoś czasu, ale wciąż nie mogę go obejrzeć. Na pewno zabiorę się za to do końca miesiąca, ale jeszcze raczej nie teraz. Na pewno dam znać, czy my się spodobał.
Zostało mi 10 odcinków Daredevila i planuję obejrzeć je w następnym tygodniu. Liczę na stopniowe podwyższanie się poziomu i jakiś fajny cliffhanger w finale.
To by było na tyle. Raz jeszcze obiecuję, że posty będą się teraz pojawiały regularnie. Spróbuję napisać choć jedną część drugą z serii, które już są porozpoczynane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz