Dziś w nocy miała miejsce premiera finału 5 sezonu Gry o Tron. HBO podniosło się po spadku o prawie milion widzów po odcinku 6 i powróciło z dużo lepszą oglądalnością. Póki co nie ma jeszcze danych co do jej wielkości w mln. ale myślę, że warto obstawić 7,5 do 8. Jeśli pojawią się już pierwsze informacje, to na pewno zaktualizuję post.

Moje notatki z oglądania finału wyglądają dość chaotycznie, bo zapisywałam je wypisującym się mazakiem na małych karteczkach, toteż post może być nie do końca chronologicznie skonstruowany.
Scena walki wojsk Stannisa z Boltonami bardzo mnie rozczarowała. O ile widok z lotu ptaka był przepiękny, naprawdę świetnie zrealizowany, to jakoś średnio wypadła sama bitwa. Po pierwsze trwała zbyt krótko, a po drugie praktycznie nic nie zobaczyliśmy. Sama scena zabicia Stannisa również nieidealna, bo nie widzieliśmy momentu 'śmierci właściwej' (o gwałcie przy zwłokach już w ogóle nie mówiąc). Uśmiechałam się pod nosem słuchając jak Brienne wymienia wszystkie tytuły i recytuje formułkę. Byłam prawie pewna, że zaraz zobaczymy jak miecz przeszywa ją na wylot od tyłu, a Baratheon się uśmiecha. No cóż, tak się niestety nie stało, ale wciąż intryguje mnie sprawa przeprowadzenia tej sceny. Dlaczego nie zobaczyliśmy martwego Stannisa?
Nie wiem czy to czyni ze mnie złego człowieka, ale naprawdę lubiłam Joffreya, a teraz uwielbiam Ramsaya. Scena w której przechadza się pośród trupów i mówi lekko 'Looks like we're done here. [...] Let's head back, my wife must be lonely.'. Bardzo dobrze zbudowana i prowadzona postać, mam tylko nadzieję, że go nie zepsują.

Akcja z Theonem i Sansą na wielki plus, w końcu się zebrali na ucieczkę, szkoda że tak późno, ale lepsze to niż nic. Zastanawiam się tylko nad kwestią skakania/spadania z murów w Winterfell. Jak wiemy Bran przeżył, ale jego nogi nie do końca. Jak będzie z teamem kolejnych wychowanków Neda? Widzę dwie opcje: albo oboje stracą czucie w dolnych kończynach, albo Bran biegałby jak Hodor gdyby tylko podczas upadku trzymał kogoś za rękę. Jeśli żadna z tych opcji nie jest prawdą to widzę tu poważną niesprawiedliwość, duecie Benioff&Weiss.
W międzyczasie zaczęłam się zastanawiać nad pewną sprawą: skąd ci wszyscy ludzie się znają, jeśli nigdy się nie widzieli? Nie chodzi o żadną dokładną scenę z finałowego odcinka, ale o całokształt. Były sytuacje, gdzie ktoś po prostu poznał inną osobę, nigdy jej wcześniej nie widząc. Telepatia? Facebook w formie ksiąg? Pewnie do zdobycia w Cytadeli, Samwell niedługo będzie znał nawet Daario.
Scena z Ser Merynem nie do końca mnie oczarowała, prawdopodobnie dlatego że nie było tam ani jednego bohatera, którego darzę sympatią. Nie cierpię Aryi, toteż nie zachwyciła mnie jej sprawność fizyczna, przebiegłość i wytrzymałość na chłostę. Sama sprawa masek nie jest dla mnie jasna w stu procentach. Okej, jeśli uznać to za wątek fantastyczny to wszystko jest w porządku. Jaka jest jednak wymowa ostatnich kadrów z Aryą? Samo pojawienie się jej twarzy przy ciele człowieka, który został zabity z powodu morderstwa (swoją drogą bardzo fajnie pokazanego, duży plus) Ser Meryna można tłumaczyć jako metaforę śmierci młodej Starkównej i narodzenia się osoby bez twarzy. O co jednak chodzi z utratą wzroku? Kolejny Stark - inwalida? A może znowu coś, co zostało wyjaśnione w książce, a w serialu wcale nie musi, albo wróci się do tego za trzy sezony?

Momentu Tyene&Bron nawet nie skomentuję, skupię się na nieco istotniejszej reszcie. Pocałunek, jaki Ellaria dała Myrcelli był co najmniej dziwny, jeśli przyszłoby się zatrzymać na tym momencie. Później jednak wiadomo o co chodziło. Moim zdaniem powinien od razu wzbudzić pewne podejrzenia, zwłaszcza w tej sytuacji. Rozmowa Jaimego z córką wypadła uroczo, to była ładna, miła dla oka scena, w której Nickolaj mógł się popisać i to zrobił. Końcówka wiadoma, z lekka przypominająca śmierć Joffreya. W obu przypadkach mamy któreś z rodzeństwa z dzieckiem, dziecko umiera, a rodzice... No właśnie, tu obserwujemy dwie skrajne reakcje. Bardzo ciekawy zabieg, zastanawiam się, czy zamierzony.
Muszę przyznać, że rzadko kiedy tak bardzo nie mogę się doczekać efektu współpracy jakiegoś teamu, jak teraz zespołu złożonego z Tyriona, Missandei i Szarego Robaka. Każdego z tych bohaterów lubię (choć Missandei jest mi bardziej obojętna) osobno, myślę więc że z połączenia wyniknie coś interesującego. Chciałabym już zobaczyć reakcję ludzi i przede wszystkim Synów Harpii.
Powrót, a raczej przyjazd Varysa był po prostu bezbłędny. Kilka minut na rozładowanie emocji chyba wszystkim wyszło na dobre. Ciekawe czy przywiózł ze sobą jakieś cenne informacje. Trochę czasu go nie było i miał chwilę, bo rozejrzeć się po okolicy.

Shame, shame, shame, shame. Czas przeznaczony Cersei wykorzystano dobrze wizualnie i nie do końca dobrze jeśli chodzi o główną bohaterkę. Zwróciłam uwagę na mały błąd, a konkretnie widoczną zmianę peruk w czasie obcinania włosów. Można zobaczyć nagły przeskok z fryzury długości do ramion na 'efekt końcowy'. Poza tym nie podoba mi się zachowanie Cersei. To że nie zmieniła się nic, a nic widzimy w momencie, kiedy kłamie w bardzo ryzykownej sytuacji. Idąc tym tokiem rozumowania, powinna iść z podniesioną głową i kamienną twarzą i ewentualnie po przejściu całej drogi rozpłakać się czy zareagować w inny emocjonalny sposób. Cersei z pierwszych 4 sezonów nigdy w życiu by się tak nie zachowała, a jeśli tak to miałam jakiś fałszywy jej obraz w głowie. Idealnie wyglądałaby idąc, mając kamienną twarz również w chwili upadku, zrzucając z ramion śmieci i mając pogardliwą minę. W ostatnich odcinkach widać zupełnie niepasujące do wielu bohaterów sytuacje. Najlepiej obrazuje to scena spalenia Shireen, kiedy Stannis jakby zmienił się z żoną na osobowości. Jasne, samobójstwo coś tam naprawiło (wiem, wiem to brzmi okrutnie), ale to wciąż nie to samo.
+ Pojawiają się informacje dotyczące dublerki od ciała. Pewne jest, że Lenę widzieliśmy tylko od ramion w górę, problem z wyjaśnieniem. Większość źródeł wskazuje na odpowiedni punkt w kontrakcie z twórcami. Pojawiają się jednak głosy, że chodziło o zabronienie nakręcenia tych scen przez władzę miasta (co jest średnim wytłumaczeniem, bo skoro i tak ciało jest wklejone, to równie dobrze mogłoby należeć do Leny), obecności tatuaży na ciele aktorki (jednak w dzisiejszych czasach zakrycie ich na potrzebę jednej sceny nie jest żadnym problemem) i ciąży (ale zdjęcia nagrywano latem, kiedy informacje o dziecku nie były jeszcze nawet potwierdzone, więc nic nie było widać).

Chciałabym się jeszcze odnieść do wątku Daenerys. Drogon się zmęczył i widocznie obraził, okej w końcu to smok i to ten 'najdzikszy', i zdążyliśmy się zorientować, że one są zdolne to takiego zachowania. Ciekawe okazało się jednak spotkanie Dany z nieznanym, ogromnym Khalasarem. Aż samo cisnęło się na usta 'Where are your dragons now?'. Niewiele można jeszcze powiedzieć, ale wydaje mi się, że to początek naprawdę interesującej sprawy.
Na koniec wisienka na finałowym torcie: Jon Snow. Kocham tego faceta i serce mnie bolało, jak widziałam co mu robią, a on nie może w żaden sposób zareagować. Mimo wszystko nie jest tak źle jak mogłoby się wydawać, bo Melisandre dotarła cała i zdrowa, i może w końcu przyda się do zrobienia czegoś pożytecznego. Poza tym pożegnanie, jakie dostał od braci świadczy o jego 'uwolnieniu' się spod przysięgi Nocnej Straży, więc po powrocie do żywych wszystko powinno wrócić do normy, a nawet lepiej. Teraz tylko czekam aż Jon zrzuci te wszystkie ciężkie płaszcze i poopala się w Królewskiej Przystani. Oczywiście półnago.
Podsumowując: Finał udany, wciąż widać niekonsekwencję przewijającą się w poprzednich odcinkach, ale ogólnie zdecydowanie na plus. Niewiele było odcinków Gry o Tron, po których było mi smutno, że się już skończyły, ale ten znalazł się w tym zaszczytnym gronie. No cóż, pozostaje tylko czekać na kolejny sezon i pamiętajcie: fani Sherlocka mają gorzej.

Wszystko ładnie pięknie ale co do Cersei, to była akurat najbardziej naturalna reakcja każdego wygłodzonego, poranionego i poniżonego człowiek. Matka Shiren mogła się ocknąć pod wpływem krzyku swego dziecka i to też nie jest nic dziwnego.
OdpowiedzUsuńMyślę, że po zobaczeniu tego, do czego zdolni są bohaterowie Gry o Tron, nie należy używać takiego określenia jak 'naturalna reakcja człowieka', bo oni nie są naturalni. To jest właśnie fajne w Cersei, jest bardzo nietypowa, umie się posunąć do wszystkiego. Oczekiwałam większej konsekwencji.
UsuńA co do tego krzyku to haha pomyliły mi się wcześniejsze postawy Stannisa i jego żony, mój błąd! Teraz to faktycznie brzmi trochę bez sensu.