Jak oceniać seriale? Co moim zdaniem warto wziąć pod uwagę, a czym się nie przejmować? Zapraszam do przeczytania nieco dłuższego niż zazwyczaj tekstu (który miał być pojedynczym postem, ale jestem zmuszona podzielić go na posty).

Kiedy dopiero zaczynałam oglądać seriale, wybierałam te stricte młodzieżowe. Jeśli średnia wieku bohaterów przekraczała 25 to było to zdecydowanie za dużo. Raczej nie trudno mi się dziwić, bo miałam wówczas coś koło 14 lat. Pamiętam, jak byłam gotowa obejrzeć pilotażowy odcinek Pretty Little Liars po raz setny tylko po to, żeby namówić kogoś do oglądania tego koszmaru. Uważałam wtedy, że to serial godny najwyższych ocen i nie miałam mu nic do zarzucenia. Mówię jakbym była teraz co najmniej dwa razy starsza. No cóż, nie jestem, jestem tylko parę lat więcej, ale mój gust zmienił się diametralnie (najpierw stopniowo i powoli; prawdziwy 'skok' zaliczyłam po Breaking Bad).
Słabe i nieambitne produkcje oglądam też dzisiaj. I choć patrzę na nie dużo krytyczniejszym okiem, to wciąż nie jestem w stanie dokładnie oddzielić poszczególnych części. Bywam tak zapatrzona w niewyobrażalnie wysoki poziom akcji, że nie zauważam braku większego sensu w samych zdarzeniach. Bywa też, że pochłonięta wątkiem, który mnie bardzo interesuje, nie widzę jak słabo napisane postacie go przedstawiają.W przypływie emocji niejednokrotnie zawyżam oceny na filmwebie. Później patrząc na nie i porównując je z innymi zastanawiam się 'jak mogłam te dwie produkcje ocenić tak samo'.
Jakiś czas temu stwierdziłam, że na każdą notę należy patrzeć oddzielnie i nie można porównać oceny sitcomu z oceną dramatu, bo to tak jakby wybierać między marynarką, a kożuchem. Jak zatem oceniać seriale? Poniżej, po może nieco za długim wstępie - przedstawiam kilka rad.
* Jeśli serial jest przedstawicielem więcej niż jednego gatunku, oceniam tylko i wyłącznie tę część, którą wskazuje nagłówek nad akapitem.

Sitcomy
Najłatwiejszy gatunek do ocenienia, prawdopodobnie ze względu na prostotę w konstrukcji i odbiorze. Pod uwagę warto wziąć rodzaj przedstawionego humoru, naturalność bohaterów, wątki główne i poziom serialu przez całą rozciągłość sezonów. Nie szukałabym tu na pewno głębszego sensu, przesłania, wybitnej reżyserii, zniewalającej muzyki czy całej masy bardzo dobrze napisanych postaci.
Moim faworytem w tej kategorii jest The Big Bang Theory. Mój wybór wygląda tak, a nie inaczej przede wszystkim dlatego, że to jedyny sitcom jaki oglądam. Mimo to, wydaje mi się, że bez względu na ilość pozycji, które bym zobaczyła - nic nie przebije TBBT. Co prawda dostaje ode mnie 9/10*, ale nie jestem w stanie wyobrazić sobie sitcomowej 10.

W ostatnich latach coraz popularniejszy typ seriali. Trudno niestety znaleźć tu ciekawą pozycję, której targetem nie jest młodzież do lat 18. Przy ocenie polecam uwzględnić: poziom akcji, samo podejście do tematu, unikatowość na tle innych produkcji tego gatunku, dobór bohaterów, reżyserię, muzykę i niemniej ważną prostotę, jeśli chodzi o wątki. Nie warto przykładać wielkiej wagi do logiki jeśli chodzi o techniczną stronę przedstawionego świata (pamiętajcie, że sci - fi to nie dokument), ogromnego przesłania czy zabawnych tekstów.
Seriali z tego gatunku oglądam już nieco więcej niż sitcomów. Wybór jest o tyle trudny, że są to same dobre pozycje, bo złego sci - fi nie przecierpię. Wybrałam 3 pozycje: Orphan Black, The 100 i Misfits (oceniam 3 pierwsze sezony).
Tego pierwszego chyba przedstawiać nie muszę. Orphan Black nie dostanie ode mnie pierwszego miejsca z powodu namnożenia zupełnie niepotrzebnych wątków w przeciągu bardzo krótkiego czasu. Przy dość skomplikowanym trzonie, kolejne epizody w życiu bohaterów wydają się być zbędne. Mimo wszystko, pokłony za kreacje niesamowitej Tatiany.

Misfits to świetny serial ze świeżymi pomysłami na każdy sezon. Każdy odcinek został przemyślany i zgrabnie doczepiony do głównego wątku; w pewnym stopniu możemy tu mówić o proceduralu. Mimo wszystko, ogromnym minusem jest całkowite wyrzucenie wszystkich głównych bohaterów po 3 sezonie (a Nathana jeszcze wcześniej). Takich rzeczy się po prostu nie robi. Gdyby serial został zakończony w tym momencie, miałby u mnie pierwszą lokatę.
(polecam fanom drugoplanowych bohaterów Gry o Tron i osobom, które chcą się nauczyć porządnie przeklinać po angielsku)
'Wygrywa' zatem The 100. Netflix powoli wróży mu sukces na miarę Breaking Bad (oglądalność; nie mylić z porównywaniem seriali samych w sobie), coraz więcej moich znajomych wciąga się w świat, w którym rządzą na zmianę Sky People, Mountain Men i Grounders. Poziom akcji, ilość zwrotów akcji, muzyka i minimalizm jeśli chodzi o wątki dają The 100 pierwsze miejsce.
(polecam osobom, które z sentymentem wspominają LOST i Desmonda)

Kryminały
Procedurale i nie tylko. Co uważam za najistotniejsze? Oryginalność, umiejętne wykorzystywanie minut w kolejnych sezonach (z nowymi pomysłami), ciekawe postaci, reżyserię i unikalną ścieżkę dźwiękową. Nie szukałabym tu głębszego sensu ani postaci 3D w rolach głównych.
Ta grupa jest jeszcze liczniejsza, a wybierać muszę spośród najlepszych: Breaking Bad, Sherlock, Prison Break i Lie to Me.
Lie to Me to produkcja jedyna w swoim rodzaju. Niby typowy procedural, ale tematyka jest wręcz niespotykana: mowa ciała. Sam pomysł zasługuje na wysoką ocenę, ale to przecież nie jedyny czynnik, jaki warto wziąć pod uwagę. Reżyseria w żadnym stopniu nie wybija się poza temat, postaci są raczej średnio oryginalne i ciekawe, ścieżka dźwiękowa nie powala. Plus natomiast za niekończące się interesujące przypadki.
Prison Break jest zdawałoby się banałem, jeśli chodzi o główny temat, ale jeśli przyszłoby mi wymienić podobne, to miałabym problem. Serial został zrealizowany nawet lepiej niż poprawnie, ale wciąż niewystarczająco dobrze, by zająć wyższą lokatę. Nie można mu zarzucić braku ciekawych postaci (nawet 3D) czy dobrej ścieżki dźwiękowej, nudy, ani ciągnięcia na siłę (nie jestem zwolenniczką 'wycięcia' dwóch ostatnich sezonów).

Breaking Bad to absolutny klasyk. Ze śledztwem, które według definicji gatunku powinno być tematem serialu, mamy tu do czynienia przez wszystkie sezony (mówię oczywiście głównie o Hank'u). Gdyby nie to, że ten motyw jest delikatnie pomijany w ogólnym zarysie serialu, Breaking Bad prawdopodobnie zajęłoby pierwsze miejsce.
'Wygrywa' Sherlock, bezapelacyjnie. To dowód na to, że nie każdy procedural musi być średnio zrealizowany. Ta produkcja po prostu miażdży. Każdy odcinek jest świetny, postaci zostały napisane bardzo dobrze, ścieżka dźwiękowa powinna znaleźć się w czołówce rankingu serialowych soundtracków, a reżyseria i sposób obróbki obrazu zwalają z nóg. Jeśli ktoś jeszcze nie widział Sherlocka od BBC, to polecam wziąć sobie dzień wolny i szybko to nadrobić.
Tą kategorią kończę dzisiejszy post. Wkrótce opublikuję kolejne części, do scharakteryzowania zostały jeszcze takie gatunki jak komedia, dla młodzieży, czy dramat (na który prawdopodobnie przeznaczę cały wpis).
+ Wszystkim fanom seriali polecam grupę 'Serialomaniak' na Facebooku!
+ Wszystkim fanom seriali polecam grupę 'Serialomaniak' na Facebooku!

Szczerze mówiac nie rozumiem tego całego zachwytu nad "The 100 ", typowa młodzieżówka, typowe schematy, niezbyt dobre dialogi, bohaterowie też albo nijacy albo wprost drażniacy. Za to w Orphan Black przyznam- duża ilość wątków ale ten serial na pewno ma ogromnego plusa za aktorstwo.
OdpowiedzUsuńCałą robotę w Orphan Black odwala Tatiana, reszta aktorów jest taka... meh.
UsuńNie nazwałabym The 100 typową młodzieżówką. Wątków miłosnych jest tu tyle (albo i mniej) co w OB, jest za to duuużo wyższy poziom akcji i więcej zwrotów (a to sci - fi, to mega istotne), lepsza muzyka. Mamy też kilka fajnych smaczków, jeśli chodzi o aktorów - Ricky Whittle odwalił kawał dobrej roboty w 2 sezonie (swoją drogą o niebo lepszym niż 1), Henry Ian Cusick (LOST) jak zwykle trzyma poziom.
Co do dialogów muszę się zgodzić, są raczej średnie i zdecydowanie do poprawienia.
Gdybym miała do oceny pierwsze 1,5 sezonu Orphan Black i 1 sezon The 100, wybrałabym OB. W takim stanie, jaki mamy na dzisiaj jest to jednak The 100.